piątek, 25 stycznia 2013

Nędznicy

Jestem po wspaniałej uczcie artystycznej. Premiera kinowa musicalu Nędznicy. Ogromna porcja wzruszeń. Doskonała gra aktorska bohaterów. Cudowne zdjęcia......Nie zawsze udaje się stworzyć film musicalowy, który przebija produkcje teatralne. Mogę to stwierdzić po Evicie i Chicago. Przedstawienia teatralne tych tytułów , przynajmniej w Teatrze Muzycznym w Gdyni biły na głowę hollywodzkie produkcje. Natomiast Nędznicy są absolutnie HITEM. Reżyser poprzez bardzo bliski kadr twarzy  aktora w trakcie wykonywania przez niego kluczowych songów zapewnił nam widzom niebywałą intymność w odbiorze emocji .....Rzeczywistość ówczesnego Paryża przerażająca, doskonałe zdjęcia, kostiumy, plenery. Polecam gorąco . Zaopatrzcie się w chusteczki, bo wzruszeń jest bardzo wiele.


Na koniec taka uwaga.... przykra dla mnie.Zaprosił mnie na seans mój przyjaciel. Jacku jeszcze raz wielkie dzięki :) Pokaz premierowy odbył się w kinie Krewetka w Gdańsku. Zaproszenia oczywiście darmowe dla wybranych. Sporo wolnych miejsc niewykorzystanych przez obdarowanych. Parę osób wyszło w trakcie seansu, bo chyba nie mieli pojęcia na co przyszli. Szkoda ,że zabrakło zaproszeń  dla aktorów  Teatru Muzycznego w Gdyni, którzy grali Nędzników lata temu. Dla nich byłoby to ogromne przeżycie i wzruszenie. A tak ....... perły przed wieprze........












piątek, 4 stycznia 2013

Narty w Zieleńcu



TPostanowiliśmy zrobić sobie krótki wypad na narty. Padło na Zieleniec. Jesteśmy tu pierwszy raz i  miłe zaskoczenie. Przede wszystkim duża ilość śniegu, dobre warunki do szusowania, miły pensjonat " Pod Orlicą" z pysznymi śniadaniami i miłą obsługą......Podczas kiedy moi koledzy łupią koncerty noworoczne w Operze Bałtyckiej - ja wypoczywam w pięknych okolicznościach przyrody na południu Polski. I to jest niewątpliwie zaleta mojego zawodu. Muszę się przyznać ,że to pierwszy raz ,kiedy nie znalazłam się w obsadzie koncertu i to mnie bardzo cieszy. Nie mam nic przeciwko koncertom. Irytują mnie jedynie próby do niego ,które odbywają się między świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem. Blokują jakąkolwiek możliwość wypadu na dłuższy pobyt w tym okresie....

Tosia jest przeszczęśliwa . Ja już po 2 godzinach szusowania mam dosyć , ale nie moje "jajeczko".

TOSIA
Jej bezzębna buzia ( właśnie zmienia stomatologiczny garnitur ) jest cały czas uśmiechnięta więc mimo że kolanka wysiadają , zaciskam zęby i próbuję dotrzymać jej kroku. Natomiast moja "druga połówka"...... została opętana "białym szaleństwem". Jak on to wytrzymuje?! 5 do 6 godzin na stokach!  Po zabiegu artroskopii kolana ! Obliczyliśmy, że pokonuje łączną trasę 23 km dziennie. Jestem pełna podziwu dla kondycji mojego faceta. Jutro ostatni dzień szusowania .

No i musiało do tego dojść! Konfrontacja moich  umiejętności narciarskich. Grześ zaproponował, żebym raz przejechała się najdłuższą trasą "Szarotką". Jazda na górę gondolą, piękne widoki...... Ładnie brzmi....a jakże złudnie. Nie dodał, że trasa jest "czerwona"! Ja swoje umiejętności oceniam na "niebieską". No i się zaczęło ! Jadąc na górę gondolą zastanawiałam się ,czy po prostu nie zsiadać z niej i zjechać  z powrotem na dół. Niestety  nie byłam w niej sama ....No dobrze myślę sobie, trzeba obrać jakąś taktykę. Najlepiej taką ,żeby przeżyć ten cholerny zjazd. Wysiadłam, rozejrzałam się za jakimś ustronnym miejscem, nerwowo wypaliłam "cieniasa" i .....raz kozie śmierć - ruszyłam !
Szło mi nawet nieźle, gęba mi się uśmiechnęła ,bo adrenalina zrobiła swoje . W połowie trasy MULDA!
Wywaliło mnie na  tyłek, obróciłam się na nim wokół własnej osi jak na bowlingu ,przewróciło mnie na brzuch i uda, narty w górze ,ręce przede mną ,wrzeszcząc zgarniałam śnieg otworem gębowym jak koparką.....w końcu się zatrzymałam......Odkopałam gałki oczne ze śniegu. Nieśmiało rozejrzałam się wokół ,czy nie daj Boże miałam jakichś świadków mojej porażki....O!!.. Niedaleko ode mnie powtórka z rozrywki na  osobniku płci męskiej !  EE... no może mniej spektakularnie....Ale jak się nie ma co się lubi....  Wspaniale!  Nie jestem jednak samotna w moich zmaganiach :).
Odpoczęłam chwilę i ruszyłam dalej.Wyobraźcie sobie, że udało mi się dojechać do stacji dolnej w całości. Grześ zarobił baty i skruszony wymasował mi obolałe....wszystko! A co !







ZIELENIEC

niedziela, 30 grudnia 2012

Kosmetyczny kosmos

Moje królestwo



Zapomniałam Wam donieść o moich kosmetycznych odkryciach, z którymi się zetknęłam w ostatnich dniach. Uwielbiam kosmetyki naturalne - oleje ,balsamy, kremy. Muszą mieć naturalny zapach ziół, traw i nasion. Być w przystępnej cenie no i muszą być skuteczne. Od 3 lat jestem klientką sklepu "Mydlarni u Franciszka". Olejek arganowy ( choć ten nie pachnie najpiękniej) na twarz i dekolt na noc - genialny. Olej z orzechów makadamia na ciało - ekstra. Ostatnio trafiłam na olej do masażu- antycellulitowy, ale można też używać go jako balsamu z firmy kozmetica Afrodita. Przepiękny zapach rozmarynu ,jałowca ,cytryny świetnie relaksuje po kąpieli. Poszukajcie w necie, bo są też o innych zapachach i przeznaczeniach. A teraz czas na HIT. Otóż namówiono mnie na spróbowanie używania na twarz maści ochronnej z wit A. No i byłam w szoku........Świetnie się wchłonęła , ładny zapach cytryny. Skóra przyjęła ją jak dobroczynny koktajl. To mnie zaskoczyło. Kosztuje 8 zł. w aptece.! Nie uczula a wręcz wycisza wszelkie zmiany skórne na twarzy. POLECAM!! Oczywiście lepiej używać jej na noc i raczej dla cery suchej i normalnej.
Jest też pewna firma w Gdańsku  o nazwie FEMI. Zajmuje się produkcją kosmetyków ekologicznych bez konserwantów i parabenów. Urocza i profesjonalna właścicielka firmy Pani Hania zawsze służy pomocą w doborze odpowiednich kosmetyków. Jesteśmy oboje z Grzesiem fanami tych produktów.Woda różana  w rozpylaczu  tej firmy jest niebywała. Szczególnie po dłuższym przebywaniu w klimatyzowanych pomieszczeniach. A olejek do ciała imbirowo- cynamonowy świetnie rozgrzewa zimową porą i niweluje wszelkie bóle mięśniowe.
http://www.femi.pl/ tu jest link dla zainteresowanych.  To chyba tyle na dzisiaj ...........................












piątek, 28 grudnia 2012









No i po świętach........Było magicznie, cuuuuuuuuudownie. Gwarno, wesoło i przepysznie.Towarzyszyły nam w tle kolędy olsztyńskiego "Czerwonego Tulipana". Stefanku,Ewo i Krysiu - dziękujemy i prosimy o więcej.   Jesteśmy bardzo wdzięczni za gościnę i za wspaniały nastrój, który wyczarowałaś Katarzyno. Dawno tak dobrze się nie czułam podczas świąt. Ten czas bywa różny, czasem jest pełen napięć, czasem pełen utraconych wspomnień ,ale bywa też jak tegoroczny. Namawiam, żeby się  nie "fiksować" na standard w spędzaniu świąt, bo ominie Was mnóstwo wspaniałych doznań.Wiem, bo sprawdziłam parę różnych wersji. Włącznie z tą, kiedy ruszyliśmy się spod koca na kanapie tylko po to ,żeby wysiorbać barszczyk i pochłonąć niebywałą ilość pierogów z kapustą i grzybami. I to było jedyne danie na wigilii ! W zamian nadrobiliśmy wszystkie zaległości filmowe.
Dom Kasi jest wyjątkowy. Pełen bibelotów,mebli i kolorów ,które uwielbiam........Zawsze czuję się w tym domu dopieszczona emocjonalnie i estetycznie. A na tym punkcie jestem wyjątkowo przewrażliwiona.Dotyczy to wszystkich miejsc, w których przebywam - garderoby w teatrze, restauracji , sklepów.Odpuszczam jedynie na urlopach, bo bardziej sobie cenię krajobrazy i ludzi z którymi przebywam w tym czasie niż miejsca, w których tak naprawdę jedynie sypiam .
Najbardziej kocham w tym domu śniadaniową porę. Bez pośpiechu ,z babskimi pogaduchami, z przepyszną kawą z mleczną pianką i nieodłącznymi szlafrokami :) Potrafimy tę porę przedłużyć do południa .Dodam ,że to nasi Panowie podają nam kawę.A ubicie pianki z mleka trzepaczką w garnczku "na sztywno" nie jest takie proste.... Można oczywiście spienić je pod ciśnieniem w ekspresie, bo jest ! Ale.... czyż widok dwóch facetów którzy sobie doradzają nawzajem, którą trzepaczką zrobić to najlepiej nie jest uroczy......






poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta z Kasią

Moja Kasia :)

Jestem mile zaskoczona ,że nadal mam pozytywne nastawienie do tych świąt, ciekawe kiedy pęknę... Ale to chyba dlatego, że jadę na wigilię do mojej przyjaciółki Kasi - czytaj - nie narobię się w te święta. Mamy córeczki w tym samym  wieku - 6 lat. Moja ma na imię Tosia a jej - Liwia. Dziewczynki bardzo się cieszą na to świąteczne spotkanie. To nie są nasze jedyne dzieci. O nie nie. Kasia ma 23 letnią Kaję a ja 22 letniego Jeremiasza.Nie mają się ku sobie ,widują się rzadko ale świetnie się dogadują. Zaszalałyśmy na 40-tkę z drugim macierzyństwem i to był doskonały pomysł.Chociaż bywa,że padamy na pyski ze zmęczenia, bo dziewuszki wyjątkowo temperamentne.Przyjaźń z Kasią trwa od liceum i jest.......... wyjątkowa. Nigdy nie miałyśmy w swoich relacjach niedomówień lub drastycznej wymiany zdań. Spowiadałyśmy się przed sobą z największych porażek i zwycięstw. Jedna drugą wspiera , ale nie ma tu miejsca na "słodko-pierdzące" komplementy wobec siebie.Wiele nas różni , ale to nie przeszkadza  szanować się nawzajem. Sama jestem zaskoczona tym faktem, bo generalnie nie należę do osób spolegliwych.Zaryzykuję określić - nienajłatwiejszą we współżyciu. Grześ twierdzi ,że każdy w życiu ma swój krzyż - on ma mnie :).......A zapomniałam dodać że wigilia jest w Olsztynie, w moim rodzinnym mieście, a Kasia nie jest moją jedyną przyjaciółką z Olsztyna. Jest jeszcze Iza i Agnieszka.... Ale o nich innym razem.

niedziela, 23 grudnia 2012

Próba w Operze Bałtyckiej




No to startujemy.........wczoraj próbowaliśmy na deskach Opery Bałtyckiej. Zaraz po świętach gościnnie gramy "Skrzypka na dachu". Oczywiście zanim próba się zaczęła minęła godzina. Techniczne obsuwy. Nikt z nas specjalnie się tym nie przejął. Jesteśmy do takich sytuacji przyzwyczajeni. Wszystkie siedziałyśmy w jednej garderobie co było cudowne. Nareszcie mogłyśmy się nagadać do woli. No i się zaczęło.......dziewczynki wyciągnęły druty do robótek ręcznych ,bo przecież trzeba zdziergać jakieś szaliki i czapki pod choinkę :), mniej zdolne manualnie  zaprosiły do udziału w skrable (balet ) inne poodpalały laptopy ,tablety ,telefony żeby pogrzebać w sieci i tak godzinka nam zleciała. Próba odbyła się w miarę sprawnie. Zakończyła się około 20.00 więc większość z nas zaatakowała na koniec Galerię Bałtycką, żeby dokonać zakupu brakujących prezentów, bo nazajutrz rozjeżdżaliśmy się na Święta do naszych rodzinnych miast i....krajów.Tak kochani dzięki Unii Europejskiej jesteśmy zespołem międzynarodowym!
Wracając wieczorem do domu obserwowałam tzw.dekoracje świąteczne balkonów, przydomowych ogródków. Boże ! Jak ludzie potrafią oszpecić swoje przydomostwo ! Ten kicz światełek w różnym kształcie i kolorze. A jaka fantazja w aranżacji. No miodzio :) W tym roku bez wątpienia liderem w konkurencji HIT-KIT zostanie mój sąsiad. On nie zdejmuje po świętach tych świecących łańcuchów i węży. Wiszą sobie całe lato na drzewach, krzewach, domu... Co roku dokupuje następne chińskie wyroby i odpala swoje dzieło około 15 grudnia ku naszej uciesze tzn. mojej i Grzesia ( mąż,przyjaciel,recenzent i moja najlepsza rozrywka od 22 lat) Eeeech Święta tuż tuż..... :)